problems... 2011-10-04 18:14:08

Do dupy... znowu nadszedł czas doła i rozkminy. Dlaczego Ona chce teraz do mnie wrocic? Tak nagle? Co mam zrobic? Tyle problemów... 

Wierzę, że jednak Ty mnie pragniesz tak samo jak ja Ciebie... i że nie jesteś taka za jaką Cię mają inni, tylko taka za jaką ja uważam ze jestes... Boisz się po prostu... Ale nie masz czego. :)

tak poza tym to przestaję jesc. tak na serio.

skomentuj (0)

Nie ma nigdy na tyle źle, aby nie mogło byc gorzej. 2011-08-30 13:21:39

Wszystko się wali. Odkąd moi rodzice zabrali Irenę do nas do domu nic sie nie układa. Oni nie potrafią zrozumiec, że nie mają dla niej czasu. Nie tyle ile ona tego potrzebuje! Cały dzień leży w łóżku, które na stałe wkomponowało sie już w obraz naszego salonu. Oni dopiero po przyjsciu z pracy cali zirytowani się nią zajmują, sadzają ją na wózku, zmuszają żeby coś zjadła i wypiła... włączają jej telewizor i myślą, że sprawa jest załatwiona. A tak naprawdę to wszystko odbija się na całej rodzinie. Nie zależy im na kontakcie z nami, w ogóle tak naprawdę mogłoby nas nie byc. Ciągłe pretensje, kłótnie, żale... I jeszcze ten chory okres, w którym się domyślają o mnie i stają sie coraz bardziej dokuczliwi. Nie rozmawiają ze mną normalnie, nasza dzienna pogawędka jak trwa na dzień 3 minuty to już jest sukcesem, że cokolwiek z nimi zamieniłam. Mam wrażenie, że mieszkam sama z jakimiś obcymi przypadkowymi ludźmi. Moja siostra również zero inicjatywy, nie obchodzi ją co u mnie, przychodzi do mnie do pokoju i rozprawia o swoich problemach, przeżyciach i przygodach sama nie pytając się co u mnie. Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że nie jestem nikomu potrzebna. Od moich rodziców zabieram tylko kasę, która jest im potrzebna na mój niemiecki, tańce, kieszonkowe... Moj brat jest po prawie, siostra na farmacji.. a ja? nędzny kierunek po którym żadna świetlana przyszłośc nie czeka. Oni mają o mnie własnie takie wyobrażenie. Co ja tu robię?

skomentuj (0)

Po dłuższej przerwie... 2011-08-11 18:37:11

Bardzo długo nie pisałam i przez ten czas zdążyło się bardzo dużo odmienic. Na szczęście uświadomiłam sobie na dobre, że Jej nie kocham. Nie jesteśmy dopasowane charakterami. Oczywiście, sentyment zawsze pozostanie - w końcu była to nasza pierwsza miłosc i na zawsze pozostanie w mej pamięci. Posiadam wszystkie listy, obrazki, prezenty od Niej i nie mam ochoty ich już spalic :). Więc jak widac są postępy w mojej głowie i to bardzo duże. Kontakt z Nią jest o wiele mniejszy (świadomie to zrobiłam) i może tym lepiej? Teraz mamy genialny kontakt, niemalże jak za starych dobrych czasów. Jednego tylko nie potrafię Jej wybaczyc. Mianowicie wyjazdu do Wiednia. Dlaczego mnie od niego odsuneła, a zamiast tego woli pojechac z innymi koleżankami? Po slowach, gdy powiedziala mi, że boi się, że "spierdolę" jej wyjazd oniemiałam i do dzisiaj w sumie jestem w szoku. Jak ona może tak mówic o "swojej przyjaciółce"? Nie wiem, nie rozumiem i nie ogarniam tego w całości. Co ja będę robic w tym czasie? Myślami ciągle z nimi, w moim wymarzonym mieście do którego też mam zamiar pojechac. Z KIMŚ. Ale ten Ktoś też zaczyna sobie ze mną w kulki jechac. Czy to tak trudno się do kogoś odezwac? Bardzo nie lubię gdy ludzie mnie olewają, nie darzą szacunkiem - bardzo często robią to nieświadomie, ponieważ przed oczami widzą tylko czubek wlasnego nosa. Oby Ona do takich osób nie należala. To jest tak głupia sytuacja, że nawet nie chce mi się jej tutaj opisywac. Czas pokaże, czy pojadę z Nią, czy bez. Bo pojadę na pewno. 

Życie byloby takie proste, gdyby dało się wszystkim prosto w oczy powiedziec co komu leży na sercu. Ludzie boją się rozmawiac. Boją sie konfrontacji z drugą osobą. Ja też się boję. Ale dlaczego? Rozmowa jest kluczem to wszystkiego! Ostatnio przeczytałam w książce bardzo mądre cytaty, który brzmiał mniej więcej tak: "Ci, którzy są ciebie ważni zasługują na rozmowę, a nie na milczenie" oraz "Jeżeli nie poprzez rozmowę, to jak chcesz to rozwiązac"? Niby banalne frazesy, ale prawdziwe. 

Kolejna kwestia. Czy ja zasługuję na jakieś szczególnie pozytywne uczucie od jednej osoby? Chciałam uniknąc słowa milosc. Bo to ogromne słowo... Ale czy kiedykolwiek jakakolwiek osoba dostrzeże we mnie kogoś z kim chciałaby spędzac ze mną większosc czasu swojego życia? I czy JA jestem na to gotowa? To jest dobre pytanie... Ostatnio leżąc obok pewnej dziewczyny, gdy ta słodko spała, zaczęłam zastanawiac się właśnie nad ta kwestią. Chociaż jak teraz zaczełam się zastanawiac, dochodzę do wniosku, że nad tym nie ma co rozmyslac. Najważniejsze jest to, co poczuję w środku. A teraz czuję, że zaczyna zależec mi na kimś. Tylko ja w ogóle nie wiem jaka tak naprawdę ta osoba jest.

Czy ja mam aż taki ciężki charakter, że spotykam kobiety, z którymi idealnie dopasowuję się jedynie w kwestiach seksualnych?! 

skomentuj (0)

Taniec i nie tylko. 2011-06-07 14:36:10

Wczorajszy występ właśnie przeszedł do historii mojego życia. To będzie się wspominac przez lata! Mam nadzieję, że moja kariera na tym występie się nie zakończyła. Jakie to było wspaniałe uczucie, wyjsc na środek sceny, poczuc się tak pochłoniętą tańcem i chciec się podzielic tym wspaniałym uczuciem z widzami, aby choc w niewielkim procencie mogli poczuc to co ja... Genialne...Tak mogłabym zyc i zarabiac... Kocham to robic.. Kocham taniec! Chcialabym sie bez przerwy rozwijac w tym kierunku. 

Jeśli chodzi o Nią... Powoli uświadamiam sobie, że nie jesteśmy dla siebie stworzone. Możemy razem się przyjaźnic, ale milosc... Ona jest zbyt olewcza, czasem czuję, że mnie nie szanuje, nie liczy się ze mną. Zresztą.. Czego ja się spodziewałam? Ona zawsze była taka. I ona się nigdy nie zmieni. Jej celem jest bycie lubianym w towarzystwie, zwariowana zabawa i czysty hedonizm. Niech się bawi. Ja jej nie bedę w tym przeszkadzac, poszukam milosci u kogos innego. 

skomentuj (0)

Kolej rzeczy... 2011-06-02 20:13:34

No proszę. I w końcu zapisałam się do psychologa po niemalże roku zwlekania. Ciekawe czy mi to pomoże. A może zaszkodzi? Wiem jedno: jak już tam idę, zamierzam mu wszystko powiedziec, niech na to spojrzy z profesjonalnego punktu widzenia. Może doradzi mi coś, może skieruje do psychiatry po jakieś leki, albo od razu skieruje na oddział. Nie wiem. Nie wiem jak dalej potoczy się moje zycie. Codziennie wmawiam sobie coś innego, jednak tak naprawdę w mojej głowie dzieje się milion rzeczy. Mam tego dosc... nie mogę zaznac wewnętrznego, psychicznego spokoju. Albo denerwuje się sytuacją z Nią, albo jak pomyślę o zaliczeniach i kolosach to mi się dosłownie w brzuchu przewraca. Jutro mam najtrudniejsze kolokwium z chorób i jak go nie zdam będzie to kolejny powód do załamki. Wmawiam sobie, że podejdę do tego z dystansem. Swietnie udaje mi się grac przed koleżankami z grupy. Też chciałabym już przestac. Ale przed znajomymi kazdy chce się pokazac od jak najlepszej strony. Najlepiej będzie jak się zamknę, bo za dużo mówię o sobie koleżankom ze studiów, mam wrażenie, że może to byc irytujące. Nie chce byc w centrum zainteresowania, bo im więcej o sobie mówię, tym bardziej potem mogą mnie obgadywac i myślec, że jestem jakaś zadufana w sobie. A wcale tak nie myślę.. wręcz przeciwnie... Może opowiadając im o moich tanecznych przygodach, o kursie z niemieckiego, w moim aktywnie spędzonym czasie chcę również sobie wmówic jednoczesnie w to, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Tylko że ja nie wiem, czy jestem w tej kwestii przekonująca. W sumie.. po co to wszystko? Po co udawac kogoś, kim się nie jest? Jeżeli taniec, czy bieganie to moja prawdziwa pasja, powinnam się temu oddawac sama sobie. A nie opowiadac wszystkim w okół, że "oh, idę dzisiaj biegac". Postaram się od jutra powiedziec sobie "zamknij się i nie mów tyle o sobie". Zainteresuje się innymi, wolę zamienic się w słuchacza. No, może poza tym, że chce wkrótce wyjawic moim najbliższym koleżankom ze studiów o sobie. Zamierzam się wyoutowac. Ciekawe jak na to zareagują. Mogą stwierdzic, że się domyślały, ale mogą się na mnie obrazic twierdząc, że przez cały okres studiów je oszukiwałam. Myślę, że w oszustwach jestem mistrzem, skoro potrafię nawet oszukac sama siebie. Naprawdę potrzebuje psychologa... Nie umiem życ sama dla siebie. Przeczytałam dzisiaj bardzo fajną myśl na forum, że aby móc byc szczęsliwym z kimś, trzeba najpierw byc szczęsliwym z samym sobą. A ja chyba tego nie potrafię. Staram się, aby ktoś inny we mnie mógł dostrzec jakieś pozytywne cechy, bo sama tego nie potrafię zrobic. Mój kolega mowiąc mi parę lat temu, że sama sobie w zyciu nie poradzę chyba miał rację. Nie jestem stworzona do bycia samotnikiem! Potrzebuje osoby, która znała by mnie od podszewki.. Tak jak Ona... Ale ona oddala się ode mnie. Chce przyjazni, której ja nie mogę zaakceptowac, bo ją kocham... Cały czas tak samo. Ciąglę podążam dzień w dzień w tej samej beznadziei. Bez żadnych pozytywnych perspektyw... Nie chce mi się studiowac, chce jak najszybciej pozaliczac te wszystkie głupie przedmioty, dostac tego licencjata i w koncu się uniezależnic. Tak.. o tym marzę. Znalezc jakąs dobrą pracę, która da mi satysfakcję i się w koncu uniezaleznic. Tylko jak to osiągnę mieszkając z Nią? W ogóle sobie tego nie wyobrazam, ale z drugiej strony bardzo tego chce... Byc blisko niej... Gdy czuję Jej zapach przy pożegnalnym przytuleniu przechodzą mnie ciarki po plecach, gdy patrzy mi w oczy z trudem musze opanowywac łzy, bo nie dostrzegam w nich tej głębi co kiedys. Jest mi tak cholernie smutno. Wszystko kręci się wokół Niej, a wiem, ze nie powinno. Wstaję rano i mowię sobie, że dzisiaj przeżyję fajny dzień, że wszystko się ułoży... A wieczorami i tak zawsze jest tak samo. Nagle lapie mnie wielki DÓŁ nad rzeczywistością oraz nad bezsensem tego co mnie otacza. Nie ma milości, nie kocha mnie. A na to wszystko ja sama sobie zapracowałam. Naprawdę nie wiem czy wytrzymam to jeszcze dlugo... Staram się skupic na nauce, by mimo wszystko zdac te egzaminy i nie komplikowac sobie dodatkowo zycia. Ale gdy tylko chwytam do ręki notatki i czytam kilka zdan, nagle wszystkie moje szare komórki skupiają się wokół jej osoby. Nie pociągnę tak długo... Ale jakie jest na to lekarstwo? Czas? Mijają tygodnie, a mi dalej nie przechodzi. Ile jeszcze mam czekac? 

skomentuj (0)

Dzisiaj krótko... 2011-05-30 20:58:57

... Liczysz się nadal tylko Ty i cały mój świat kręci się wokół Ciebie!!!

skomentuj (0)

jesteś ze mną... 2011-05-29 17:32:24

...ale nie tak jak ja bym tego chciała. Wczorajszy wieczór nie potoczył się tak jak bym tego oczekiwała. Tak bardzo próbuję przed Tobą zamaskowac moje prawdziwe uczucia. Mam ochote ciągle mówic Ci, że Cię kocham. Ale co z tego, skoro Ty nie możesz tego odwzajemnic? Moje zycie jest pozbawione sensu odkąd wiem jak bardzo byłam z Tobą szczęśliwa. Liczyłaś się tylko Ty i nadal tak jest! Zrobiłabym dla Ciebie naprawdę wszystko. Zrobiłabym wszystko, żebyśmy mogły znowu byc razem. Każesz mi się odkochac, ale ja tego po prostu nie chce, bo nie dopuszczam do siebie myśli, że Ty mnie już nie kochasz. Nie pamiętasz naszych wspaniałych wspólnych czasów? Nic nam nie brakowało. Byłaś tylko Ty i ja. I reszta świata, która tak naprawdę w ogóle nie miała dla nas znaczenia. O nie... znowu do moich oczu napływają łzy i chcą jak najszybciej opuscic powierzchnię mojego oka i spłynąc głucho po policzku.... A myślalam, że wczoraj przy Tobie już mój organizm całkowicie pozbył się łez. Nie wiem co mam poczynic. Dla mnie najtrafniejszym wyjściem będzie ciągłe czekanie na Ciebie. NIkt nigdy Cie tak nie pokocha jak ja! Tyle zesmy razem przeszły. Wyobrażasz sobie byc kiedys z kimś innym? Bo ja nie. Nie chcę. Ty mi wystarczasz do szczęścia. Widzę Cię codziennie, przyjaznimy się, znamy od podszewki... Tak już zostanie na zawsze. Zamieszkamy razem w Wiedniu i co? Jak sobie to wyobrazasz? Będziemy grzecznie spały oddzielnie w swoich pokojach, już nie poczuję tego cudownego zapachu Twojego ciała? Ty będziesz smacznie spac, a ja będę marzyc o Tobie. Robię tak nawet teraz co noc. Przed zaśnięciem wyobrażam sobie, że leżysz obok mnie i w tym błogim stanie zasypiam. Budze się rano i nikogo przy mnie nie ma. Czy tak już pozostanie na zawsze? Nie sądziłam, że będę mogła kogoś tak bardzo pokochac. Jestem głupia, bo niepotrzebnie przeczytałam niedawno wszystkie Twoje listy do mnie. Boże, ile bym dała, żeby tamte czasy powrociły. Żeby te wszystkie wiadomości w nich zawarte były aktualne. Spierdoliłam sobie życie na całego. Naprawdę odechciewa mi się wszystkiego jak sobie o tym pomyślę. Każdy dąży w życiu do tego by byc szczęsliwym. Moim szczęściem jesteś Ty. Jest wiele rzeczy, które stosunkowo osłabiają moje przygnębienie, ale jest to tylko krotkotrwały bodziec. Zawsze przeciez wracam do domu i znowu nachodzą mnie refleksje, wspomnienia i wypominam sobie cały czas moje winy. Po co mi to wszystko było... Czy jeszcze kiedyś mnie pokochasz na tyle? Mogę jedynie miec nadzieję, że znowu nastąpi w Tobie jakiś bodziec, który spowrotem sprowadzi Cię do mnie, bo powie Ci, że nie chcesz nikogo innego i który uświadomi Ci, że ze mną byłaś naprawdę szczęśliwa. Bo byłaś, prawda...? 

Każde spotkanie z Tobą wywołuje u mnie miliardy uczuc. Sprzecznych ze sobą, kocham cię, nienawidzę cię, jestem obojętna, zdołowana, smutna... Zresztą sama to wszystko zauważasz... Bo kto mnie zna tak bardzo jak Ty... Chce się z Tobą widywac, ale z drugiej strony gdy to robię naprawdę cierpię. Cierpię zarówno wtedy, jak i gdy nie widzę Cię dostatecznie długo. Co mogę zrobic zebys do mnie wróciła? Chyba jedyne co, to poczekac. Przynajmniej mam wyznaczony cel w życiu. Byc z Tobą! 

skomentuj (0)


dodaj zobacz

2011
październik
sierpień
czerwiec
maj




Wykonanie
Powered by blog.pl
Layout by niedziela
Photo by da